28 gru 2010

Łowca Androidów

Parę dni temu gadałem sobie na fejsie ze Skomo, znacie Skomo nie? No. I tak przerzucaliśmy się tytułami co by tu sobie obejrzeć. Zapytałem, czy widziała Blade Runnera? No to jak nie, to niech sobie obejrzy - bo dobry - i jakoś tak odruchowo wrzuciłem go do ściągarki. Łącze mam typu "wiejska radiówka", więc i siorbało się niemiłosiernie długo. Ale w końcu...



Wiecie, Łowca Androidów to nie jest film na posiadówę z kumplami przy browarze, przynajmniej według mnie. Moim marzeniem jest zobaczyć go na dużym ekranie, w pustej sali kinowej ze skrzypiącymi fotelami; na oparciu położyłbym spodeczek zamiast popielniczki i ewentualnie szklaneczkę czegoś mocniejszego(kiedyś jeszcze za życia pana Romka, głównego operatora grybowskiego kina, takie rzeczy były możliwe).

Nie bedę Wam tu się rozpisywał na temat fabuły, ani elaborował eseju na temat wymowy dzieła i co tam reżyser chciał powiedzieć, ani co też autor przekazać(Łowca... to ekranizacja książki "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" - naszego ulubionego paranoika - Philipa Dicka).

Po prostu, jeżeli lubicie niebanalne filmy, w dobrej obsadzie(Ford, Hauer) i mistrzowskiej reżyserii(Scott). Takie które, zadają też dosyć ciekawe pytania(a nawet może ważne, patrząc na technologie które zdobywają dzisiaj uwagę mediów i świata). Jeżeli kręci Was fantastyka, albo tak jak ja uwielbiacie klimat filmu noir, i lubicie twardych bohaterów, piękne fammes fatalle i trudne zadania przed nimi - to usiądźcie sobie w ciemności, kiedy wasi najbliżsi już śpią i poświęćcie staremu Łowcy trochę czasu, sącząc atmosferę filmu jak whisky z wygrzanej w dłoniach szklanki...
Polecam.

PS. No i muza Vangelisa, tutaj jest link do fragmentu!

25 gru 2010

Czkawka inspiracji!

W ogóle to niezła akcja...

Siedzę w domu, uprawiam aktywny fejsing, w koło święta...

Gadam sobie z Kuleczką z Mrągowa - Kuleczka to długa historia, kiedyś Wam opowiem, na razie tyle, że kiedyś przez nią musiałem użyć toalety z napisem "biseksualiści" bo "hetero" była zajęta - gadam sobie z Kulką i nagle jak mi coś nie zapierdoli w synapsy. Czasem tak mam, nie wiem czy wy też? Odwalę coś a potem przez parę dni w ogóle o tym nie pamiętam i dopiero po jakimś czasie wspomnienie takiej akcji wraca z siła wodospadu. Tak, siedzisz sobie normalnie przy śniadaniu a tu jebs, flashback! I już sweterek spluty owsianką... I nijak sobie z tym poradzić panie...

Fleszbak idzie mniej więcej tak:

Siedzę sobie w Igreku(no a jakże, tu zacytuję Baleta, który powoli staje się moim guru szydery - "Naprawdę? Ernest, ale naprawdę?"), światła przyciemnione, smog jak w Londynie, ktoś w tle wyje Niemena. Musi Karaoke i palarnia(czyli wychodzi na to że był to wtorek). Palę szluga, wkoło mnie moi koledzy, Seba i Tomasz, a na siedzeniu obok dwie dziewoje. I tak sobie pomyślałem - A jakby tu znaleźć chłopakom laski? - byłoby nieźle, nie? Akurat te dwie z boku wyglądały na wolne...

Ale, hola hola! Łatwo pomyśleć, trudniej zrealizować. Potrzebny był mi jakiś trick, no to pojechałem hardziorem: "Cześć, jestem Ernest, z drugiego roku amerykanistyki!". Laski speszyły się lekko(swoją drogą źle się dzieje skoro taka prosta zaczepka powoduje zapeszenie u panien; Panowie, kurwa atakujcie!), i coś tam wymamrotały. Chociaż nie, może i elokwentnie gadały, ale byłem taki załatwiony, że mogę nie pamiętać... Od słowa do słowa, turururu i tarara... "O, a to jest mój kolega, porządny Tomasz, i to jest Seba, dżentelmen pierwsza klasa..." i takie tam bajery. Fleszbek będzie trochę rwany bo sporo konsumowałem. Nagle przyglądam się jednej(bo druga gdzieś zniknęła, o tym zaraz), i jak mi się nie zaczęła podobać... Normalnie mówię Wam! Taką fajną kuleczkę na nosie miała, ech... Plan uległ modyfikacji: jebać chłopaków, ja sobie ją wyrwę! A ona mi tu opowiada, że związek był, że cierpi, że faceci to świnie, że laski jednak to też chuje, i takie tam mądrości. A ja przecież o tym wszystkim doskonale wiem. Tu rada do dziewcząt: generalnie my faceci wiemy że laski to chuje, wiemy bo od tego jesteśmy facetami, ale i tak nic wam to nie pomoże - będziecie rwane! I nagle wraca ta druga, i dalejże między sobą szuruburu, damskie tralala, nadstawiłem dyskretnie małżowinę i wychwytuję: że barman, że miły, że komplementy i ładne drinki... No, myślę sobie, ktoś mi tu jebie plan(to nic, że zmodyfikowany!), tak nie może być! I tu niestety muszę się lekko zarumienić, upojenie alkoholowe wzięło nade mną górę... Reszta w słowach Wajdy(albowiem to on był owym barmanem, że ładnym i że drinki...): "I kurwa nagle Ernest, przyprowadzasz tę jedną do baru, i drzesz ryja: A teraz powiedz Wajda! Powiedz tej ładnej pani, w jej śliczne oczka że masz dziewczynę!" - no, niepowodzenie.

No ale dobra - po co w ogóle jest ten post - można by zapytać? Generalnie po to żebyście mieli co czytać do odgrzewanego karpia. Ale także i po to, że jakby ktoś znał tę laskę, z kuleczką na nosie(i w miarę wysoką i o czarnych włosach - tyle pamiętam), to niech jej da mój numer albo coś. Poprosiłbym Wajdę ale pewnie się wkurwi...

24 gru 2010

Łyk inspiracji!

Jak co poniektórym wiadomo Wasz wujek Erni był niedawno w gdańsku...

Było wykurwiście!

Kiedy szedłem akademikowym korytarzem w samych li tylko bokserkach, kiedy drżącymi z przepicia rączkami próbowałem założyć koszulkę i okazywało się że trafiam głową w rękaw, kiedy jakaś dziewczyna narodowości cokolwiek chińskiej gapiła się jak w kuchni człapię mokrymi łapciami paląc papierosa i obserwując mewy...

Wtedy czułem że jestem w domu!
Nie wspominając o czterech dniach łojenia w moim ukochanym Iksie...(X not dead!)

I teraz polecą podziękowania, za wypasione atrakcje i towarzystwo, a lecą jakoś tak:

Żanecie(że aż powtórzę za Baletem: Żan... Słodka Żan...), za to że jest idealnym połączeniem pięknej kobiety i kumpla od kieliszka, i że nie płakała kiedy chrapałem!


Dalej dla Skomo, za to że wyjechała(wiem że dziwnie to brzmi ale przynajmniej kimałem na wyrze a nie na kredensie w kuchni), i za to że w ogóle jest taka fajna:


Kolejno dla Tolka, za to że pierwszy zaćwierkał słowiczym trelem: Ej,kurwa,pijemy!


Dalej dla Wajdy, za to że czasami miał mnie dosyć, ale jednak napirdalał świetne driny!


A to Młody, człowiek który walcząc z grypą nie dał mi zginąć z głodu:


Generalnie było tak:


Specjalne podziękowania dla Łaty i Baleta:


Oraz dla Spiryta:


No i nauralnie dla Bamburskiej, chociaż chwilowo nie pogra już w bilarda:


No i jeszcze naturalnie Weronika, fantastyczna dziewoja(następnym razem: czy w bankomacie czy w kiblu - korzystaj!):


A no to jeszcze na koniec: Łata - promocyjnie!


Dzięki Wam wszystkim i do przyszłego tygodnia!

8 gru 2010

Melanż Ostateczny! Część pierwsza.

Achtung!

Jak Wam wiadomo, moi nieliczni acz wierni czytelnicy(cały czas "wierzę wbrew nadziei", że jesteście cycatymi laskami), Wujek Ernest mieszka od dłuższego już czasu na prowincji... i uwierzcie mi, życie na prowincji nie jest łatwe. Generalnie - krótka piłka - dół jak chuj bracie!

Krowy, siano i zapach obornika...
Uwielbiam zapach obornika o poranku...
Nudą i nyndzą zaciąga, a tydzień wlecze się jak brony za koniem.
Te same domy, ci sami ludzie, tylko samochody co tydzień inne... Bo a to sąsiad spoiler wrzuci w swoim seicento, a to kuzyn szwagra w swoim starym golfie "dwójce" zawieszenie obniży i podwozie podświetli(hit z radia CB na trasie: Ej CHLYWEK DWÓJKA, zjedź wieśniaku na pobocze, miastowi jadą!), a jak Heniek co za brzeziną mieszka w studnie po pijaku wjedzie i potem maskę na szrocie wymieni na białą to już jest radocha na całe sioło!
Są też plusy, chleb z piekarni na zakwasie, jajka bez kodu kreskowego, świeże mleko w butlach po Pepsi i etc.
I jest też łikęd...

I melanż...

I melanż w łikęd...

Są różne opcje melanżu, jak w markowym biurze turystycznym:

A. Zestaw rozszerzony: bierzesz kolegów, dwie rasowane beemki(w gazie) i jedziecie do jakiegoś dużego klubu(minimum Relax pod Ciężkowicami). Techno-polo, niunie(zwane dalej Futrami), obligatoryjnie w kozaczkach, oraz drinki z redbullem - all inclusive.

B. Zestaw "Full Wypas": już od szesnastej, w sobotę łoicie wódę z kumplami(na litry!). Potem gdy o dwudziestej już, prowadzą cię, naprutego jak szpadel, i nieopatrznie wyśliźniesz się z rąk podobnie zrobionej "eskorty" to zawsze będzie w pobliżu jakieś dziecko(np prowadzone przez mamę do domu z wizyty u cioci i kuzynostwa), które szarpiąc matkę za rękę pokaże na ciebie palcem i krzyknie radośnie "Patrz mamo, ten pan się pasie!". Do tej opcji istnieje możliwość dokupienia dodatku typu Hardkor! Mianowicie: przez dodatkową ilość alkoholu doprowadzasz się do takiego stanu że zaczynają krążyć o tobie anegdoty w okolicy, np: "Ale się narąbał! W życiu nie słyszałem żeby ktoś tak się odgrażał, perswadował a potem spuścił wpierdol(z fachowym przyduszaniem)... drzewu przy drodze...".

C. C jak klabing:) i tę opcję opiszę szerzej(najczęściej z niej korzystam). W zasadzie jest to pewien wariant opcji C, Klabing w Stróżach(Wikipedia: Stróże - wieś położona w odległości 4 km na północ od Grybowa, liczy około 2500 mieszkańców)...

W ramach przerwy pomiędzy postami proponuję pocztówkę muzyczną(via Joanna Żona Kolegi):



CDN

5 gru 2010

Nadchodzi Zima!

Jeeeeest!

Kurwa, jest!

W końcu(o pardąsik! wybaczcie francuski!), ale jest...
Nareszcie ktoś kto ma jaja w HBO, wziął się i zrobił! Nakręcił i sfilmował!
Ekranizacja "Gry o Tron" G. Martina, mega-kurwa-sagi wszech czasów(a co mi tam, jebnę wam linka do wiki), w końcu zawita na ekrany waszych i naszych Rubinów, czy co tam w domach macie.

Nie wiecie co to? No tak kurwa, przebicie się przez steki stron(i to kurna w pojedynczym tomie) to nie lada sztuka. Każdy narzeka na blogu to i ja mogę, temacik: totalny, kurewski zanik czytelnictwa. Normalnie, czytanie to umiejętność dzisiaj rzadsza niż programowanie komputerów za pomocą kart perforowanych... I "Gra o Tron" wymaga poświęcenia, kumacji, wytrwałości i oddania wielu dni lekturze(ile kurwa można by w tym czasie polubić demotów i filmików na fejsie! w pizdu!). Ale jest tego warta. Każdy chyba kto czytał, marzył o ekranizacji, i o takiej obsadzie... Ech...

Dosyć kurwa, Ernesto!

Macie tu trailer:



I jeszcze peesik! Gdyby na przykład koniec świata, czy tez kurwa coś w tym guście, nieważnego... Nadszedł zanim sobie to ściągnę z sieci, to... Ale poważnie... Cthulhu, kurwa! No!

4 gru 2010

Co tam...?

Najpierw laurka dla drogowców(a la wczesny Frank Miller, sam rysowałem - mam nadzieję, że to docenią)! Proszę:


Poza tym:

Wujek ernest kupił sobie Kindle(taki czytnik ebooków) i korzysta z dobrodziejstw warezowni książkowych w sieci.

Planuję też wybrać się do Trójmiasta jakoś już niedługo, więc można już chłodzić wódę i kisić ogóry!

Cały czas walczę też z lenistwem(mam już 18-ty poziom) i szukam dobrego tematu na nowy wpis, może wystukam coś o fotografii(aktualnie jestem zafascynowany dwoma odkryciami z dwudziestolecia między wojennego: zdjęciami Augustisa z Białegostoku i portretami Stefanii Gurdowej, odnalezionymi już jakiś czas temu w Dębicy).

Może też wyrzucę z siebie dalszy ciąg Mojego Życia z IKSem, zostało jeszcze kilka dobrych akcji do opisania...

Z reszta, sami napiszcie o czym chcecie poczytać!

Na koniec mała atrakcja z Piotrkowa Trybunalskiego: