16 paź 2011

Kuleczka part I

Historię tę dedykuję mojej najwierniejszej czytelniczce Justynie. 
Będzie to opowieść drogi, może nie tyle z morałem(chociaż za morał można wziąć naukę że jeśli chodzi o dziewczynę to z każdym facetem idzie sobie poradzić ale wyrwać ją z grona lesbijek to jest czelendż), ile z pointą: nie pij, nie odstawiaj leków, i bądź gotowy do spełnienia swojej obietnicy sprzed wielu lat.

No dobra zacznę tak... Macie matkę na emeryturze? 
Ja mam.

Niedziela, 6:45 am.
Synu... synu! Wstawaj! Sprzątamy!
Ja jebię... Dobra - wstaję!

Wrzuć garnek do pawlacza, przeczyść kolanko w umywalce, naciągnij sznurki na balkonie, i zrób porządek w tych pudłach! O, pudła! W ogóle prawie zapomniałem o ich istnieniu, wrzucone we wnękę komody czekały w ciszy i kurzu na ten właśnie dzień. Kartony po routerze i jakimś dawno zepsutym netbooku(tak jak nasze babcie przechowywały najbardziej sentymentalne pamiątki w blaszanych pudełkach po halvie albo herbatnikach tak teraz - IT-pudła - znak naszych czasów). Oba pełne świstków, karteluszków i ładowarek(kolejne signum temporis). Ziewam i segreguję: zostawić - wypierdolić, zostawić, wypierdolić, wypierdolić, wypierdolić, zostawić. A tu nagle... O co to? Koperta. W środku zdjęcia. I tu moje kochane, cycate(in spe) fanki zaczyna się dobra historia...

Najpierw obejrzyjmy te fotki. Dwa większe(B5) i kilkanaście mniejszych(format pocztówkowy). Rzućmy okiem wpierw na mniejsze. Sześć, nie - siedem - czarno-białych, wręcz ascetycznych ujęć(każde pod innym kątem) długowłosej dziewczyny zasłaniającej twarz i całe ciało przed ciekawskim obiektywem, albo przed chłostą... Hmm.. No dobra, te zostawmy na inny raz do omówienia(to długa historia). Kolejne zdjęcie, słaby kolor, słabe światło; wasz Wujek Erni obejmuje trochę chyba na siłę chudawą blondynkę siedzącą na krześle, tło ewidentnie akademikowe. Okej, tę fotę też zostawiamy. Blondynka chyba została zakonnicą. Jedziemy dalej.

O, tu już robi się naprawdę interesująco. Kuchnia w akademiku(nieśmiertelne białe kafelki i stuletnie szafki), na pierwszym planie Seba(słyszeliście o nim, chociażby z tych wpisów) i to w ciekawej pozie, otóż Seba śpiewa, po mocnym układzie zębów zgaduję że musiało być grane, albo "Sen Katarzyny II" Kaczmarskiego, bądź też "Całujcie wy mnie wszyscy..." z tekstem Tuwima. A kto grał? Na lewo, w głębi sceny na krześle siedzi lekko pyzaty, jeszcze długowłosy chłopak twardo dzierżący gitarę, widać że mocno wybija rytm. To Oder, pierwsza gitara Oliwy. Obok, oparty o kredens, drugi gitarzysta, u niego, nawet pomimo statyki zdjęcia, nie widać tego twardego uderzenia, lekko trącając struny tka dźwięki wokół głównej melodii, rozpuszczone włosy falują w rytm ruchów głowy. Gość jest trochę blady, widać że informatyk. To igła. I jest jeszcze cień za Sebą, to Kozioł. Osobna i długa historia, nawet nie dentysta. Ci goście(plus ja na doczepkę), moi drodzy, to podstawa, rzekłbym kościec, Grupy Oliwskiej. Naturalnie kiedy ich zapytacie, każdy zaprzeczy istnieniu takiej formacji... Chwila kiedy zrobiono to zdjęcie należała do czasu kiedy każdy z nas był już po studiach(a przynajmniej uczelnia z nim skończyła), a mimo to brylowaliśmy co kilka tygodni w akademikach UG na ul. Polanki. Wpadaliśmy jak burza dzwoniąc butelkami Specjala ukrytymi w futerałach gitar, oszałamialiśmy portierki i wbijaliśmy do kuchni na drugim piętrze. Krzesła wynosiliśmy z pokoju zakonnicy i tej nieśmiałej z czarno-białych fotek. I zaczynaliśmy grać. Wkrótce korytarz i kuchnia zaludniały się ludźmi żądnymi piwa, śpiewu i kobiet(czasem ktoś protestował ale...). Tak, to jest dobra fota. Zerknijmy na kolejną.

O, ta też jest niezła...
Piwnica Igły, od razu idzie poznać po butelkach po specku sterczących z kolumny transporterów w rogu pomieszczenia. Odrapana framuga i futerał gitarowy oparty o przybrudzoną ścianę. Na pierwszym planie ja. Rozpycham kadr, załamuję światło, zaginam czasoprzestrzeń i obejmuję. O, jak ja potrafię obejmować... Hehe. Z marsową miną ściskam w lewicy drobną, ładną dziewczynę w białej bluzie. W ogóle to kolorystyka tego zdjęcia stylizowana jest na dawne klisze lomo czy na tak lubiany przez np. Tarantino pękający film. Podciągnięta czerwień i głębokie cienie. Dziewczyna, niższa o głowę, tuli mi się do piersi, lewą rękę zarzuca na bark mój i uśmiecha się lisio:P. To kuleczka. Niska, drobna, ostra, całkowicie w moim guście. Byłem nią zafascynowany. To dzięki znajomości z nią pierwszy raz skorzystałem z toalety z napisem biseksualiści, bo hetero była zajęta a do homo jednak się nie odważyłem. Mało odwiedzało nas dziewcząt na posiadówkach u Igły, przeważnie były to siostry Sistars(piękne i utalentowane) i Pustynia(znacie ją z wcześniejszych postów). Generalnie, podryw na tekst "hej wpadniesz na granie? a gdzie? no do kumpla do piwnicy! a kto będzie? no ja, ty i tak ze sześciu kolesi z gitarami, nie znasz." to jednak wyzwanie! ...ale te które przyszły były gwiazdami! Czciliśmy je i kochaliśmy! Wybaczaliśmy im wszystko, od braku znajomości tekstów Kaczmarskiego, po obrzygane buty! I zakochiwaliśmy się w nich szczenięcą, gitarową miłością
Wybaczcie ale piwnica u Igły to materiał na całkiem inną opowieść... Może kiedyś...
Jedziemy dalej.

Trzecia fota.
Stół kuchenny, przy stole siedzi koleżka, koszula z białym kołnierzem wypuszczonym nad kremowy sweter, okulary i fryzura... Fryzura jest niesamowita, takie właśnie uczesanie noszą szaleni naukowcy tworzący promienie śmierci w groszowych powieściach i filmach o frankensteinie. Koleżka uśmiecha się przymilnie, głowę podpiera rękami opartymi o stół. A na stole ogórki na talerzu i butelka luksusowej. Literek. Ten koleżka to Krzywy vel Freester. Mrągowska gwiazda ping-ponga i mistrz powiatowy szachów. Poznaliśmy się w słynnym akademiku nr. 3 na Polankach w Gdańsku. Krzywy to taki człowiek, który uważa że jeżeli będzie miły dla świata to świat będzie miły dla niego. Boże mu błogosław. W owym czasie, na Polankach, był moim dobrym kumplem. Później trochę ześwirował... trochę bardziej niż reszta.


CDN