23 gru 2012

Dzień Drugi

fota siorbnieta z www.foter.com
No i dobra. Przezyliśmy(jestesmy lepsi niż Wośp)! I nastał wieczór i poranek, dzień drugi... W sumie, drugi dzień po końcu świata dobiega końca(ostro gramy!). Trochę się zawiodłem, w zasadzie bardzo. Nie tylko "Day One"(sobota) nie powitał mnie chmurami wulkanicznych popiołów i grzybów atomowych na horyzoncie, nie było też bożych szaleńców w panice biegajacych do okoła, nie było tłumów wiernych, lamętujacych "zdowaśmaryjołaskiśpełna..." i formujacych zgrabne procesje w drodze do kościoła(ponoć w okolicznym Szymbarku, podczas I wojny lud zobaczywszy samolot przelatujący nad wsią masowo ruszył do świątyni przebłagiwać za grzechy na widok dwupłatowego "antychrysta"). Nikt nie walczył o pożywienie(na próżno więc zaznajamiałem się ze smakiem ludzkiego mięsa), ani o dostęp do swieżej wody, czy nawet do piwnic tutejszego browaru. Słowem - zero apokalipsy. Miałem tylko kurewskiego kaca.
Popiliśmy kapkę z kolegami z wosjka(też). Stąd też piszę tego posta "ad Day Two", bo przez cała sobotę moje ręce odmawiały współpracy z klawiaturą(za to rwały się do ściskania porcelany). Tak właśnie zwykły(no może tak 7/10) kacor przyćmił wzniosły nastrój postapokalipsy:). Chociaż jak informują niektórzy naukowcy(pewnie ci co juz wytrzeźwieli) są jeszcze w tym roku szanse na małe apo-co-nieco... A wy moi drodzy jak spędziliscie Day One? Z kim lub z czym odbudziliście się sobotniego poranka? Jeżeli były to dwie filipińskie śpiewaczki to na następny koniec swiata idziemy razem!

Brak komentarzy: